Karol Śnieżek: „Decydowały i umiejętności i fart”
Przykro kończyć turniej Młodzieżowych Mistrzostw Europy u siebie w kraju na ostatnim miejscu. Organizacyjnie gospodarze finałowej imprezy ośmiu czołowych reprezentacji Starego Kontynentu do lat 21 spisali się na medal. Włożyli mnóstwo czasu i serca w jak najlepsze przygotowanie. Niestety wynik sportowy podopiecznych trenerów Karola Śnieżka i Rafała Grotowskiego nie poszedł za tym wszystkim w parze. Po raz drugi Polska była organizatorem Młodzieżowych Mistrzostw Europy Championship na otwartych boiskach. I po raz wtóry rola gospodarza, poprzednio w Poznaniu w 1998 roku, nie przyniosła biało-czerwonym sportowego sukcesu.
31 lipca Polacy w swym ostatnim występie w Młodzieżowych Mistrzostwach Europy 2010 musieli pokonać Francję chcąc pozostać w kontynentalnej elicie.
- Niestety przegraliśmy aż 1:4 - odpowiada trener Karol Śnieżek.
* Czy zadecydował feralny wręcz początek?
- Początek meczu był koszmarny. W 1 minucie w naszym półkolu upadli Polak i Francuz. Olivier Sanchez podniósł się szybciej i strzelił bramkę. Zaskoczeni tym nasi zawodnicy rzucili się gwałtownie do odrabiania strat. I w 8 minucie kontra rywali dała im drugą bramkę. Mecz był ustawiony.
* Pozostała ponad godzina gry…
- Trudno nam się było otrząsnąć po takim uderzeniu. Francuzi grali bardzo dobrze. Wyprowadzali szybkie kontry. Przed naszym spotkaniem padał deszcz. Woda nie ułatwiała nam przeprowadzania akcji ofensywnych. Dopiero później pogoda się poprawiła.
* Mimo kilku sytuacji podbramkowych, w tym jednego krótkiego rogu, wynik do przerwy nie uległ zmianie.
- Na dodatek w 48 minucie Michał Nowakowski został ukarany czerwoną kartką. On sam twierdził potem, że „ściepli” się z Francuzem kijami, ale nie było żadnych okrzyków, uwag. Nie widziałem tego dokładnie. Sędzia był bliżej. Nie ma o czym dyskutować.
* Strata tak ważnego obrońcy i wykonawcy krótkich rogów jak Michał Nowakowski była istotnym wydarzeniem meczu.
- Z pewnością tak. Przede wszystkim graliśmy w dziesiątkę. Mimo to, właśnie w tej beznadziejnej – tak się wydawało – sytuacji, mocno się zmobilizowaliśmy. Efektem była kontaktowa bramka Michała Poltaszewskiego krótko po wykluczeniu Nowakowskiego. Musieliśmy wszystko postawić na jedna kartę, bo dopiero po naszym spotkaniu odbył się drugi mecz o utrzymanie Hiszpania – Rosja. Zaatakowaliśmy frontalnie. Mieliśmy krótki róg na 2:2. Nie udało się go wykorzystać. Nasze ataki były wodą na młyn Francuzów. Wzorowo wyprowadzali kontry i stąd wysoka porażka.
* Czy skład Polaków na Siemianowice był optymalny?
- Tak. Jakieś drobne korekty wiele by nie zmieniły.
* Czego więc zabrakło? Bo spojrzałem na kolejność reprezentacji w ubiegłorocznych Młodzieżowych Mistrzostwach Świata w Malezji i Singapurze. Wygrali Niemcy, Holandia była druga, Hiszpania, która nie obroniła w Siemianowicach mistrzostwa Europy – ósma, Polska – dziesiąta czyli czwarta z drużyn europejskich, Belgia – jedenasta, Anglia – szesnasta i Rosja – osiemnasta.
- Porównywania z imprezami niewiele dają. Nawet z tymi sprzed roku. Szybko zmieniają się bowiem składy drużyn. Faktem jednak jest, że duży postęp zrobiła na pewno Belgia. Uważam, że fizyczne przygotowanie naszej reprezentacji było dobre. Drużyna walczyła. Nie rezygnowała do końca. Tylko 1:2 przegrała z Holandią. Była bliska zwycięstwa z dobrze tutaj grającą Rosją, ale zremisowała 3:3. Wysoko przegrała z Niemcami, ale z nimi zawsze ma kłopoty. I dopiero w ostatnim meczu z Francją poległa. Także jednak po walce. Zawsze jest coś do poprawienia w sferze psychiki. No i mimo wszystko umiejętnościami też nie dorównujemy najlepszym umiejętnościami.
Rozmawiał: Andrzej Kuczyński




























