Złoto wojskowych w hali po siedmiu latach
Długie siedem lat musiał czekać WKS Grunwald, aby sięgnąć po złoto w mistrzostwach Polski seniorów w hokeju halowym. Tym swoistą klamrą zamykają 50-lecie tych rozgrywek. Wojskowi byli pierwszym mistrzem kraju w hokeju halowym w 1961 roku. Zostali nim i 21 lutego 2010 roku. Jest to na dodatek ich jubileuszowy, bo dziesiąty triumf w sezonie pod dachem. Dogonili w liczbie zwycięstw KS Warta Poznań. Liderem, z piętnastoma tytułami, pozostaje pokonany w ostatnich sekundach 6:7 w niedzielnym finale w hali Zespołu Szkół nr 28 w Bydgoszczy, KS Pocztowiec Poznań.
Można powiedzieć, że to nie jest niespodzianka. Wśród zespołów krajowej czołówki Grunwald znajduje się w najlepszej sytuacji. Mowa zarówno o zespole, jak i kondycji finansowej. Luksusów także i tutaj nie ma, ale w innych klubach bieżących problemów z którymi jakoś sobie trzeba radzić, jest więcej.
Mecze play off pokazały jednak, że czwórka najlepszych reprezentuje zbliżony, przyzwoity poziom. Poza drugim spotkaniem półfinałowym w sobotę, 20 lutego w którym Grunwald zdecydowanie 11:4 pokonał UKH Start 1954 Poznań, pozostałe konfrontacje były wyrównane. Walczono w nich niemal do końca o korzystny rezultat.
Nie ulega wątpliwości, że na najlepszym poziomie stał mecz finałowy Grunwaldu z Pocztowcem. To już dobra tradycja tych spotkań. I oby tak pozostało jak najdłużej, bo tylko mocna wewnętrzna konkurencja służyć będzie reprezentacji zarówno na otwartych boiskach, jak i w hali. Do 2007 roku mieliśmy się prawo uważać wśród mężczyzn za mocarzy. Przypomnę – wicemistrzostwo świata w 2003 roku, wicemistrzostwo Europy w 2006 roku, kiedy to Polacy okazali się pierwszą drużyną, która pokonała wcześniej niedoścignionych Niemców oraz kolejne wicemistrzostwo świata w 2007 roku. Ale w trzech kolejnych latach sytuacja zmienia się na naszą niekorzyść. Jeśli spadek z europejskiej superligi w 2008 roku w Jekaterynburgu można wytłumaczyć rezerwowym, słabszym składem, to już brak awansu w styczniu br. w ME Trophy w Poznaniu to sygnał alarmowy. Tak to widzi trener aktualnych wicemistrzów Polski – Zbigniew Rachwalski. Ale chyba nie tylko on.
Wracając do finału w Bydgoszczy, gdzie włożono sporo wysiłku, aby zapewnić dobrą frekwencję na trybunach, uznanie należy się obydwu zespołom. Najpierw Pocztowcowi, który grając skutecznie i mądrze taktycznie prowadził już 4:1. Działo się tak mimo pełnej mobilizacji w drużynie Grunwaldu. Tyle, że bramka Pocztowca pozostawała dla wojskowych niemal zaczarowana. Wykonywali w tej części meczu aż 6 krótkich rogów. Bramkę na 2:4 zdobyli dopiero w ostatniej minucie I połowy.
Pocztowiec dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że mając faktycznie do dyspozycji w polu tylko sześciu-siedmiu zawodników, po zmianie stron może coraz częściej odczuwać zmęczenie. Grunwald zaś wiedział, że wszystko musi postawić na jedną szalę. I już trzynastej minucie po przerwie prowadził 5:4.
Pocztowiec jeszcze wykrzesał resztki sił. Kapitalnie, po krótkotrwałych zastępstwach bardzo dobrze wczoraj broniącego Marcina Królikowskiego przez Łukasza Wybieralskiego, jako szóstego gracza w polu przynosiły im wyrównania na 5:5 i - w ostatniej minucie – 6:6. Tak jednak, jak rok temu fart uśmiechnął się do Pocztowca, tak teraz na osiem sekund przed końcem dla Grunwaldu. Artur Mikuła wykorzystał błędy obrońców rywali i dał swojej drużynie złoto. A jak Artur potrafi się cieszyć warto zobaczyć choćby w retransmisjach Wielkopolskiej Telewizji Kablowej!
Pierwszy niedzielny mecz o trzecie miejsce miał dwa swoje smaczki. W ligowej fazie rozgrywek KS Pomorzanin Toruń przegrał obydwa mecze ze Startem Gniezno. Dodatkowo Marcin Grotowski ze Startu i Karol Szyplik z Pomorzanina walczyli o „Złotą Laskę „ PZHT i „Sportu”. Karol miał pięć bramek straty do Marcina.
W meczu tym razem zanosiło się na pogrom drużyny z pierwszej stolicy kraju. W 18 min Pomorzanin prowadził 5:0, a w 19 – 6:1. Potem jednak przez pół godziny nie zdobył gola. A Start mozolnie odrabiał różnicę. W 49 min doprowadził do remisu 6:6!. Ale zapłacił wysoką cenę za ten pościg. Nie zdobył już żadnej bramki. I Pomorzanin zasłużenie wygrał 10:6. Trener Startu Wojciech Jankowski był niepocieszony. Pozostało mu wracać do domu bez medalu.
Pierwszego miejsca wśród snajperów nie oddał Marcin Grotowski. W sumie strzelił 67 bramek, a Karol Szyplik 64.
Andrzej Kuczyński









